|
evil inside waga ani drgnie. jestem głodna, zośka niedojada, a wskazówka wciąż pokazuje te cholerne 57 kg. no dobra, może piątkowa kawusia i wczorajsze faworki mają z tym coś wspólnego, ale kaman noooo. po drugie zapadam w sen zimowy. chce mi się spać, ewentualnie czytać książkę zwinięta pod kocem. merlin yz maj frend. telewizja śniadaniowa mnie wkurwia. na dd tvn dyskusja na temat walorów estetycznych kasków narciarskich. no i jak premier mógł jeździć na nartach bez kasku. no jak?! skoro one takie ładne, z kryształkami swarowskiego, kinga i jej cóki mają całą kolekcję. co mnie to obchodzi?!! and who the fuck is anna wędzikowska? ms-aggie 2010-02-07 09:39:16 skomentuj (2) czuję jak rodzi się moc kochany pracodawca znowu zmienił mi godziny pracy. będę zmuszona wychodzić z domu o 7.30 i wracać w najlepszym wypaku o 18.30, jeśli nie będzie korków i oczywiście nie będę siedziała po godzinach. jestem niewyobrażalnie zła. ms-aggie 2010-02-05 15:03:57 skomentuj (1) powiedzcie mi proszę jak radzicie sobie w sytuacji, w której wasz partner stosuje wobec dziecka metodę wychowawczą, której same byście absolutnie nie zaakceptowały? idziecie na kompromis? dajecie się przekonać o słuszności metody, nawet jeśli waszym zdaniem jest zła*? podam przykład z własnego podwórka: staś od jakiegoś czasu był humorzasty, wiecznie naburmuszony, strzelał fochy z byle powodu i nie chciał jeść niczego opróćz kilku wybranych produktów. a że zawsze był bardzo szczupły, więc to niejedzenie stanowiło realny problem zdrowotny. żeby przyrwócić status quo mój mąż postanowił wprowadzić system nagród i kar a la super niania: tablica na magnesiki, za każdy dobry uczynek ciuchcia w nagrodę, za 9 ciuchci nagroda (bajka w tv, mała zabawka, gazetka w kiosku itp), a za rozrabianie zabieramy ciuchcię. na początku mały nawet zapalił się do pomysłu, cieszył się, że zbiera ciuchcie, ale ja miałam problem z tym, że na coś co kiedyś było za darmo mały musi teraz "zarobić". po dwóch tygodniach system ciuchci się nie sprawdzał, mały nie cieszył się wcale z kolejnych magnesików, propozycja "ciuchci" wcale nie zachęcała synka do jedzenia, za to groźba zabrania ciuchci też nie motywowała do w żadnen sposób. doszłam do wniosku, że system nie działa i żeby zamiast nagradzać/karać (szczególnie za jedzenie!) lepiej cierpliwie z nim siedzieć aż zje czy też tłumaczyć do skutku. no i tu pojawił się konflikt, bo mąż uważał, że on nie je, bo ma fochy, a ja uważam, że wciąż przeżywa narodziny siostry, jest wrażliwy i przy odrobinie cierpliwości i czasu sam się naprostuje, zacznie jeść i będzie się zachowywał jak dawniej. koniec końców po długich przytulanych rozmowach z synkiem wygląda na to, że wyszło na moje, tablica z ciuchciami na prośbę dziecka została zabrana, staś ładnie je, zaczyna się nawet "bawić" z zosią, wczoraj powiedział, że to nasza zosia i ją lubi (wcześniej zosia była mamy i nie lubił ani siostry, ani mnie). zastanawiam się tylko, czy dobrze zrobiłam w ogóle godząc się na wprowadzenie metody, która od początku wydawała mi się nie najlepsza dla stasia, zamiast powiedzieć, że to zly pomysł i się u nas nie sprawdzi. all in all nikomu się nic nie stało, może i warto było spróbować, ale i tak czuję się z tym nieswojo. podobnie jak wtedy, gdy moim zdaniem M mówi do stasia zbyt stanowczym, ostrym tonem, a on twierdzi, że mówi normalnie i mały musi czuć respekt przed rodzicami. każde z nas ma prawo do własnego zdania i poglądów wychowawczych. dobrze, jak nasze poglądy się pokrywają, ale nie zawsze tak jest i co wtedy? nie mówię, że zawsze wiem lepiej, zastanawiam się tylko, jak dojść do porozumienia i wybrać najlepiej dla stasia. *zła, w sensie, że się z nią nie zgadzacie/same byście tak nie zrobiły, nie zła/krzywdząca dla dziecka, bo zakładam, że taka od razu będzie budzić stanowczy sprzeciw. ms-aggie 2010-02-04 12:19:34 skomentuj (4) świstak się chowa a sopelek rośnie podobno świstak zwial do nory. czy mam rozumieć, że wiosnę w tym roku odwołano? odroczono bez podania terminu? zabawne bardzo. prowadzę codzienne obserwacje sopla wiszącego nad moim oknem w sypialni. rośnie o prawie centymetr dziennie, w tym tempie do wiosny dosięgnie ziemi. haha, to dopiero heca! chyba jasne jest, że w tym roku znowu nie dane będzie mi wybrać się na snowboard. rok temu w przeddzien wyjazdu zrobiłam test ciążowy i spękałam, teraz pękam, że stok + zofia = pneumonia. nieeee, naprawde? mój słodki mąż pisze do mnie rano: kochanie, jak skończą się te choroby może wybierzemy się na kolację? with pleasure darling. akurat będzie można zjeść kolację w plenerze, nad jeziorem na przykład ;) od kropli kataru na klawiaturze dzieli mnie jedynie fizelinowa maska chirurgiczna, w której siedzę, z nadzieją, że urchonię zośkę przed zarazkami. zarazki są złe mama orzekł staś. glut nakapał mi do maski. mniam. ms-aggie 2010-02-03 13:00:10 skomentuj (0) call me mellow jello nie pojechałam do szpitala. dygu dygu dyg. zosia jakoś nie kaszle, zachowuje się normalnie, lekko chrumka. dygu dygu, galareta. przykręciłam w domu kaloryfery, przy 20 stopniach sofia dostaje czkawki, ale chrumka mniej. (matka się telepie z nerwów i z zimna, ale nic, założe kamizelkę z królika. pasuje mi do flanelowej koszuli i jest trendi) zatem czekam aż gówienko pierdzielnie o wentylatorek, ale oficjalna wersja jest taka, że o godzinie 1643 dnia 2 lutego chora nie była. "my są sikacze" powiedział mój syn oglądając codzienne stacyjkowo na minimini. muszę chyba przemyśleć dopuszczalność lektury samsama i pana flejka. stas, po fazie niejedzenia, ewentualnie jedzenia pauli i zielonego ogórka (oh so pożywne), ma ostatnio gastrofazę na nowości. mandarynki i kiwi zagryza chlebkiem wasa. ciuchcie w stacyjkowie też mają katar. ciuf ciuuuuf. ms-aggie 2010-02-02 16:49:36 skomentuj (3) o matko.. mam katar. trzeci raz w tym roku. ten rok trwa póki co 33 dni. czy to jasne? nie wychodzę z infekcji. lekki podmuch powietrza i jeb, znowu jestem chora. staś już lepiej, dochodzi do siebie. za to zosia kaszle. i slychać, że ma coś w nosie, ale nie lecą gluty. od niedzieli podaję jej witaminę c i nic to nie daje, nie pomaga. gorączki zero, tylko torszkę bardziej senna. po południu pojedziemy chyba do szpitala na kontrolę. wypisali nas dopiero dwa tygodnie temu, a zanosi się na powtórkę z rozrywki. chyba strasznie sobie przesrałam tam na górze. ms-aggie 2010-02-02 09:06:09 skomentuj (0) |
||||